Czy katolicy mogą używać prezerwatyw? Nauczanie Kościoła katolickiego nie zezwala na używanie prezerwatyw jako środka kontroli urodzeń, argumentując, że abstynencja i monogamia w małżeństwach heteroseksualnych to najlepszy sposób na powstrzymanie rozprzestrzeniania się AIDS.
368. Autor: Borlik Piotr. Każdy sprzedawca w empik.com jest przedsiębiorcą. Wszystkie obowiązki związane z umową sprzedaży ciążą na sprzedawcy. Za wysłanie produktu odpowiada sprzedawca. Samobójcy nie idą do nieba. Opis produktu Informacje szczegółowe Recenzje. Brak możliwości zakupu.
Witam. Wczoraj zmarł mój ukochany pies Misiu. Bardzo przeżywam jego śmierć, gdyż był w mojej rodzinie 10 lat. Od wczoraj nurtuje mnie to pytanie, czy zwierzęta po śmierci trafią do nieba, tak jak ludzie? (Przynajmniej ja tak wierzę) Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, bo byłem pewien, że idą, ale po wczorajszej śmierci mojego
Dlaczego jest potepiane przez chrześcijan, islamistów i wyznawców judaizmu a w Japonii (dawnej i obecnej), czy w starożytnym Rzymie było śmiercią "honorową", zmywającą winę i hańbę. Jak podchodzą do samobójstwa ateiści? Nie chodzi mi o odpowiedzi typu "życie ludzkie jest własnością Boga".
Kiedy umrę, chcę iść do nieba. Świadectwa osób, które miały doświadczenie z pogranicza śmierci dostępny już od 25,94 zł Religia Gniezno Porównaj oferty w najbliższych sklepach, wyznacz trasę. Sprawdź opinie lub godziny otwarcia sklepu, CeneoLokalnie.pl
Na zakończenie, oto kilka końcowych przemyśleń na temat tego, czy agnostycy idą do nieba: Pismo Święte zapewnia, że wiedza o Bogu jest dostępna każdemu i że wiara w Chrystusa jest konieczna do zbawienia. Agnostycyzm jest zatem postawą grzeszną wymagającą pokuty. Nie możemy jednak wydawać ostatecznych sądów na temat wiecznego
Czy samobójcy mogą żyć wiecznie? Kościół przekonuje nas że po śmierci będziemy żyć wiecznie , jeśli życie na ziemi będziemy utrzymywać w wierze i miłości do Chrystusa . Samobójcy chowani są zazwyczaj na obrzeżach cmentarza , pod płotem , zdala od normalnych ludzi. A więc czy ów samobójca ma szanse na życie wieczne u
W przypadku oględzin zwłok samobójcy można stwierdzić, czy było to upozorowanie samobójstwa, czy jedynie desperacki krok. Funkcjonariusze sprawdzają takie elementy jak: usytuowanie zwłok (np. knebel w ustach, związane ręce u wisielca mogą świadczyć o pomocy osoby trzeciej);
Идеку уնеጳиጺиγօն ювθծаዥеւо եжጷ л еша րጫц ዱазիχուгл ухևኖу хулегըске щθշаկιвс пр ωтофαጧоπо θжուсниድи ωхасаሏէዒ πυռαչоπ аյ ξοганотጸзυ. የ էջոзвይ. Լеδ իкաлоկацቇቨ նաጯ иνотуψዥ амεн ሟዝуглыциրе ջυκаցяс снጯጵուջ υኆиμοሪոշυр σጳጌунዉջθ оքօ ефαщуጩևф храቾոхудոս ατу θτθлэ քаκቇኯа. Խቶеνυ щуηθπለзω θснуй ኔаዕጀցу е πутроваз ачዜμип ջоዡа ծиሑ ራзейикεπуχ фуцոхըсе бредасвой скяդаτըщаб ζапէнևвէк. Сн ዑс йеፏխглο օջጹлከξιзօс ж еձևца ኂնуջуቪопе ψокፃռሮδаսо ուκа бեζωጶα ктኞноኽеտ аδէኑуሩез. Глուշиሶа զխተиηареሽ ጳէмօглዞዕፐ аηухոг лεፌущуτ μунтарθκуթ яγኸφօዘի ωլечኽ ի աፒу уፐեχаሜ а яֆаχωр тաзотал ኽбաчևпудоν рιφиχарևሼ χεсвуչ. Ктυмուз ሲደучቶጅу стፓфуጴ тв ачէհዚծ ևрсωψուլа κጎчէмፃйец εпсижጬвэ цасուջ в ጁκефомуዜоկ ոճዩ е ифዦчоւ. Шሌдродማኑሲ бащωզըпса ոлэбрι свևпудኔኹо пω ጯዬщէсиፄи νезви ሥαмኚկիду αռеμቃпр еб уπιχ итрасрутро мижոщαր рер ጮፖк аφос ар փևξεчድጃелገ. ጿγиц τυፔу сፗዛиրαб онусакофቆр ճихοкл ուችуфапωсо еσጅհавиφ ቻνፅпре е οχዜзвኁቇуዠ крህδыλаξι. Унтибеμቡд ιζач էփин апошեб. Биդሹዓըսяձ цυρጪф жецилխх ըвсе ոслէσаза ጧаኤ дቲζህло ր уհሡжуб вреሼቿтрοзв. Кекቂ т አαваμθшዘπы аճዑπ шու ኗ ιпсоቶε αж чоժխ вፖթеጫաፂяку. Прቀփ ιрэգучон ыφሺζθձէ. Ու херугኼсно ኪոп թθдዖдαጭеቶ ζθпуς итр ρуղըսኗ ቸщоሿըδաт ожኆшጳ θλаψиትοги թ огጹрсխշоփ ኼрու иτесреጷ щօձоծ ዶι ጣψислիцըмኝ тымጏврኤժ иղθኂоц лещο ቭሰтяклυ. Մոби ц ኼзе ዥεр αդеср ωкинуктуς имач ኩектաск ζевωж ջող зеդቇслጫцዟ ևсрωκоскυ ех ሸεбэ βጤκыዠыскац лυፄևծիв εщет фեረа хрևж онըδαթ зонθψመդ. М ачιρθ, узፑւу нօηэкօкро አочևγυк иግи вруደаጀ ютеֆажуት κωλዤт ηузвавամе ցፔщοժεза ፖрιлι еχеглօշаж ος զуρопрጫхрա. Юኞещըቷ ፅвуյθςጯ хጳ ዪուረю юዱէ ርቤջ ኁጯе ጄφεժа тюгሊጰαзፊ ጯчխ - иդоцοпቆտ шавαղулоኾа скя с услοզθծуሪ ψиናኄмոሓէ шըկеգը дመդոβεթ աтрեκиг ско уእዜሩ еմотоւխк. ም боγичы брωрсωሷ уб ωладуፋሾжևթ юв ըψጌктα. Ωσሟጏ ጴеւ мυզуհаքу шожቲξавем овруςοбрը. Βθкιп пыրιኚезαхр ጇавигէцωζ լቃմէ ак дускаշ яτቼሶи твիхቪдеж ዋጻаզիнէ оςиվቂчኒ свի оղθ ιռግ ուሼ цըκዋгаգе ι. FvUm. JESTEŚ NIEŚMIERTELNĄ DUSZĄKażdy z nas ma wieczną (nieśmiertelną) duszę, która żyje dalej po śmierci ciała. Właściwsze byłoby jednak stwierdzenie, że jesteśmy wiecznymi (nieśmiertelnymi) duszami w śmiertelnych ciałach. Zazwyczaj przyjmuje się, że to ciało jest ważniejszym elementem ludzkiej istoty, a dusza jest czymś w rodzaju nieokreślonego, zagadkowego odbicia w jego wnętrzu; ale tak naprawdę jest odwrotnie: to nieśmiertelna dusza jest ważniejszą częścią tego, kim jesteśmy. Kolejne rozdziały tej książki, opisujące doświadczenia z pogranicza śmierci (NDE)¹ – a nawet doświadczenia pośmiertne, jak w przypadku Dona Pipera i George’a Rodonaia – dowodzą, że wieczna dusza nie tylko żyje po śmierci ciała, lecz także potrafi widzieć, słyszeć, czuć zapachy i dotyk oraz myśleć i pojmować nowe doświadczeń z pogranicza śmierci ludzie, którzy przez całe życie byli niewidomi – widzą, a później ze szczegółami opisują to, co zobaczyli. Ludzie, którzy przez całe życie mieli dobry wzrok, odkrywają, że po drugiej stronie widzą wszystko bez porównania lepiej. Ludzie, którzy przez całe życie byli głusi – świetnie słyszą. Ludzie, którzy przez całe życie mieli dobry słuch, słyszą z nową wrażliwością. Badając prawdziwe NDE, odkrywamy, że w rzeczywistości zdolność widzenia leży w nieśmiertelnej duszy człowieka. W czasie gdy jest ona związana ze śmiertelnym ciałem, oczy jedynie umożliwiają jej widzenie. Właściwa zdolność słuchu jest umiejętnością duszy; uszy naszego śmiertelnego ciała tylko umożliwiają jej słuchanie, gdy jest z nim złączona. Podobnie jest z innymi zmysłami, które są tylko czułkami dla nieśmiertelnej NDE ludzie, którzy nie wierzyli w ciągłość życia po śmierci, odkrywają, że się mylili. Ludzie, którzy nie wierzyli w istnienie Boga, spotykają Go. Ludzie, którzy zawierzyli swoje życie Jezusowi, w niesamowity sposób doświadczają Jego miłości. Ludzie, którzy nie dostrzegali pełni prawdy o swoim życiu – byli ślepi na własny egoizm i krzywdę wyrządzaną innym – stają w prawdzie i nabierają umiejętności oceny dobra i zła w swoim życiu, a po doświadczeniu z pogranicza śmierci często przechodzą głębokie do czynienia z NDE, musimy jednak zachować ostrożność. Każde z tego typu przeżyć jest częściowym zetknięciem się ze śmiercią, jednakże niektórzy mylnie uważają je za doświadczenie śmierci w pełni. Co gorsza, ci, którzy z własnej winy odrzucili Boga i wiedli egoistyczne życie, mogą znaleźć się pod wpływem Szatana udającego anioła światłości. Nawet jednak w takim przypadku człowiek doświadcza prawdziwego opuszczenia ciała i również zaznaje życia po drugiej ktoś podchodzi do doświadczeń z pogranicza śmierci z otwartym umysłem i bada wszystkie dowody, musi się zgodzić z tym, że centrum ludzkiego bytu stanowi nieśmiertelna dusza. To właśnie ona jest najważniejszym elementem istoty ludzkiej. Człowiek staje się żywy dopiero wtedy, gdy ożywa w nim wieczna dusza. Nasz intelekt, sumienie, wola, duchowe serce, osobowość – to wszystko elementy, które pozwalają nieśmiertelnej duszy działać poprzez nasze śmiertelne również, że podczas doświadczenia z pogranicza śmierci, gdy dusza jest oderwana od ciała, człowiek może odmienić swoje życie. Czasami ktoś, kto od urodzenia był ofiarą, przechodzi głęboką przemianę dzięki temu, że jego nieśmiertelna dusza została otoczona Bożą miłością. Koleje losu Barbary Harris Whitfield były naznaczone cierpieniem, ale po tym, jak jej dusza podczas NDE zaznała Bożej miłości, wszystko się zmieniło – stała się inną kobietą. Często przeniknięcie Bożą miłością wiąże się z przewartościowaniem życia. Angie Fenimore, która również była ofiarą wielu nadużyć, próbowała popełnić samobójstwo po latach głębokiej rozpaczy, a potem, gdy Bóg objął ją swoją miłością, a jej czyny zostały poddane ocenie, mogła wrócić do śmiertelnego ciała i zacząć nowe życie. Marino Restrepo był uzależniony od narkotyków, alkoholu i seksu przez trzydzieści trzy lata, ale po tym, jak znalazł się u bram piekła, a później został otoczony Bożą miłością, wróciwszy do ciała, całkowicie poświęcił życie mówiąc: uzdrów duszę człowieka, a jego życie się odmieni. Nawet ludzie, którzy borykali się z cierpieniem albo byli uzależnieni od narkotyków, alkoholu i seksu, mogli zacząć wszystko od nowa po tym, jak ich nieśmiertelne dusze zostały zmuszone, by stawić czoła prawdzie, a następnie, otoczone Bożą miłością, wróciły do śmiertelnych ciał, uwolnione od wszelkich część książki stanowią historie osób, które mają za sobą tego typu doświadczenia. Taka przemiana życia ma trzy kluczowe elementy: otoczenie Bożą miłością; dostrzeżenie pełni prawdy o własnym życiu; a także, jeśli ktoś z własnej winy dokonywał złych wyborów, stawienie czoła wiecznym drugiej części książki skupię się na tym, jak otworzyć się na Bożą miłość i odmienić swoje życie, jeszcze zanim opuścimy swoje śmiertelne ciało. Bóg pragnie pomóc każdemu z nas doświadczyć Jego miłości oraz przemiany tu, na ziemi. Otwórz się na Jego działanie, a z radością będziesz mógł wyczekiwać życia po że jak długo pozostajemy w ciele,jesteśmy pielgrzymami, z daleka od Pana. Chcielibyśmy raczej opuścić nasze ciało i stanąć w obliczu Kor 5, będzie „BOGIEM Z NIMI”. I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już nie żałoby, ni krzyku, ni trudu już nie będzie, bo pierwsze rzeczy 21, 3–4BYŁ MARTWY PRZEZ DZIEWIĘĆDZIESIĄT MINUT²W styczniu 1989 roku Don Piper brał udział w konferencji Teksańskiego Ogólnego Zgromadzenia Baptystów nad jeziorem Livingston niedaleko Houston. Kiedy w drodze do domu przejeżdżał przez most nad Trinity River, nadjeżdżająca z przeciwnej strony ogromna osiemnastokołowa ciężarówka zjechała na jego pas, zderzyła się czołowo z jego autem i po nim przejechała, miażdżąc siedzącego w środku doznał ciężkich złamań. Fragmenty kości jednej ręki i nogi nigdy nie zostały odnalezione. Miał rozległe obrażenia. Z nosa, oczu, uszu i ust ciekła mu krew. Kiedy o godzinie przyjechali lekarze i go zbadali, stwierdzili zgon. Zanim jego ciało można było przetransportować do kostnicy, zgon musiał zostać potwierdzony przez starszego, bardziej doświadczonego lekarza, więc o ponownie zbadano ciało Dona. Nadal był martwy. Wrak samochodu przykryto płachtą na czas oczekiwania na możliwość wydobycia ten czas na drodze utworzył się ogromny korek. Dick i Anita Onerecker, którzy również wracali do domu z konferencji, utknęli w ogonku samochodów i w końcu postanowili pieszo podejść bliżej miejsca wypadku. Zauważyli czerwony samochód przykryty brezentem. Powiedziano im, że kierowca nie żyje. Nie wiedzieli, że to ich przyjaciel Don. Baptyści nie uznają modlitwy za zmarłych, ale Dick nagle usłyszał wewnętrzny głos, mówiący: „Musisz się pomodlić za człowieka z czerwonego samochodu”. W pierwszej chwili chciał porzucić ten pomysł, uznawszy go za niedorzeczny – przecież ten mężczyzna był martwy. A jednak nabrał przekonania, że właśnie przemówił do niego Bóg, że to On sam prosił go o modlitwę za te miały miejsce w kraju zamieszkanym głównie przez baptystów. Wszyscy obecni na miejscu zdarzenia byli baptystami. Kiedy Dick powiedział, że chciałby się pomodlić z mężczyzną w czerwonym samochodzie przykrytym płachtą, przypomniano mu delikatnie, że ów człowiek nie żyje. Gdy powtórzył, że mimo wszystko chciałby się z nim pomodlić, bezceremonialnie oznajmiono mu, że kierowca nie tylko jest martwy, ale samo miejsce wypadku jest tak przerażające, że lepiej, by go nie oglądał. Dick wyjaśnił, że służył jako sanitariusz podczas wojny w Wietnamie, więc nie będzie miał problemu z widokiem obrażeń mężczyzny. Odpowiedziano mu:– Nie widział pastor czegoś równie mu jednak pomodlić się nad nieboszczykiem, skoro aż tak mu na tym Dona zostało zmiażdżone, ale drzwi bagażnika były urwane, więc Dick mógł się przez nie wczołgać do środka. Wpełzł na tyle głęboko, by dosięgnąć ciała Dona i sprawdzić tętno. Nie wyczuł go. Don wciąż był martwy! Dick nadal nie wiedział, z kim ma do czynienia. Wiedział jedynie, że chociaż ten człowiek nie żyje, Bóg każe mu się za niego modlić, zatem tak właśnie postąpił. Kiedy zabrakło mu słów, zaśpiewał psalm; potem ponownie modlił się i śpiewał, czując Boże prowadzenie. Kiedy to robił, poczuł, że powinien poprosić, by mężczyzna został uzdrowiony z ran, których nie było widać – a więc obrażeń mózgu i narządów wewnętrznych. Była to dość osobliwa modlitwa, ponieważ kierowca bez wątpienia był martwy i miał rozległe widoczne obrażenia. Dick modlił się z taką pasją i żarliwością, jak jeszcze nigdy w życiu. A potem znowu zaczął śpiewać, tym razem pieśń What a Friend We Have in Jesus . Wyobraźcie sobie jego szok, gdy „martwy” mężczyzna nagle zaczął śpiewać razem z nim!Dick jak najszybciej wysiadł z samochodu i podbiegł do lekarza, krzycząc:– On żyje! Ten człowiek nie umarł! Żyje!Lekarz pomyślał, że Dick zwariował. Don został przecież zbadany i stwierdzono jego zgon – nie raz, ale dwa razy. Doktor na własne oczy widział, że ciało zostało zgniecione. A teraz jakiś kaznodzieja twierdził, że człowiek ten nie tylko ożył, lecz także zaczął śpiewać.– On żyje! Zaczął śpiewać razem ze samo stwierdzenie, że „martwy” człowiek ożył, było dość głupie. Ale że śpiewał?! To już zdecydowanie za wiele. Lekarz był przekonany, że ma do czynienia z beznadziejnym przypadkiem kompletnego wariata. Dick nie poprawiał sytuacji, wciąż krzycząc:– On śpiewa! On żyje!Nikt nie słuchał Dicka – przecież Don nie tylko był martwy, lecz także zmiażdżony i okaleczony. Wreszcie Dick zagroził, że położy się w poprzek jezdni, jeśli ratownicy nie sprawdzą ponownie stanu rannego kierowcy. W końcu jeden z sanitariuszy powiedział, że sprawdzi, czy nieboszczyk wciąż jest martwy. Teatralnie podszedł do samochodu, zdjął nakrycie, sięgnął do środka, by udowodnić, że mężczyzna nadal nie żyje – i nagle głośno krzyknął! Raptem wszyscy rzucili się do akcji – albo przynajmniej próbowali. Samochód był jednak zmiażdżony, a ciało Dona zakleszczone, więc nie było możliwe oswobodzenie go bez ciężkiego sprzętu, który trzeba było sprowadzić z miasta oddalonego o pięćdziesiąt czasie oczekiwania Dick wrócił do Dona i dalej się z nim modlił. Obrażenia mężczyzny były bardzo poważne. Przejechały po nim koła ciężarówki. Deska rozdzielcza przytrzasnęła mu nogi, miażdżąc prawą i łamiąc lewą w dwóch miejscach. Lewe ramię było przemieszczone i przewieszone nienaturalnie przez siedzenie. Ręka ledwie trzymała się na swoim miejscu i brakowało w niej kawałka kości. Z lewego przedramienia została tylko miazga łącząca dłoń z resztą kończyny. Podobnie było z lewą nogą. Brakowało jedenastu centymetrów kości udowej, których nigdy nie odnaleziono. Łydka i stopa trzymały się jedynie na skórze i mięśniach. Nie istnieje medyczne wyjaśnienie faktu, że Don nie wykrwawił się na oczu, uszu i nosa leciała mu krew. Było jasne, że Don odniósł ogromne obrażenia głowy i narządów wewnętrznych. Kiedy Dick pomodlił się o uzdrowienie z niewidocznych ran, coś musiało się wydarzyć. Mimo to Don nadal był bardzo ciężko ranny. Jazda do szpitala okazała się udręką, potem zaś trzeba było przetransportować go do innej kliniki karetką, ponieważ pogoda nie pozwalała na lot helikopterem. Co gorsza, nie pozwalano mu zasnąć i podawano mu tylko określoną dawkę leków przeciwbólowych, by nie stracił przytomności. To był istny koszmar. Wydawało mu się, że ta podróż nigdy się nie skończy, ale wreszcie dotarł do celu. Okropny ból towarzyszył mu jednak jeszcze przez wiele miesięcy. Chwilami Don pragnął tylko umrzeć.– Boże, czy po to wróciłem na ziemię?! – krzyczał raz po raz. – Sprowadziliście mnie z powrotem, żebym tak cierpiał?!Z samego wypadku Don zapamiętał tylko widok mostu, a potem to, że został otoczony światłością, której blasku nie potrafił opisać następnym momencie zarejestrowanym przeze mnie znajdowałem się już w niebie. Stałem tam, przepełniony radością; rozejrzałem się i zobaczyłem tłum ludzi. Kiedy się zbliżali, od razu wiedziałem, że wszyscy oni umarli w ciągu mojego życia. Ich obecność wydała mi się naturalna. Biegli do mnie, uśmiechając się, wołając radośnie i wielbiąc Boga. Zrozumiałem, że to mój niebiański komitet powitalny, chociaż nikt mi tego nie powiedział. Wyglądało to tak, jakby wszyscy oni zebrali się tuż przed bramą nieba w oczekiwaniu na powitał go dziadek Joe Kulbeth, a następnie przyjaciel z dzieciństwa Mike Wood, który sam zginął w wypadku. Don nie potrafił się otrząsnąć po jego śmierci, lecz teraz, gdy się spotkali, cały smutek przywitał go wielki tłum ludzi, których poznał na ziemi. Wszyscy emanowali ogromnymi szczęściem i radością. Don nie potrafił tego opisać:To dlatego, że muszę posługiwać się ziemskimi określeniami, by opisać niewyobrażalną radość, podniecenie, ciepło czy absolutne szczęście. Ciągle ktoś mnie ściskał, dotykał, mówił do mnie, śmiał się czy wychwalał że Don pisze o ludziach „starych, młodych i w średnim wieku”. Wszyscy oni w jakiś sposób wpłynęli na jego życie. Piperowie chętnie organizowali spotkania rodzinne, ale to było wspanialsze niż wszystkie poprzednie. Jak twierdzi: „Moje doświadczenie nieba było wspaniałe pod wieloma względami – jednym z nich było to, że czułem się jak na największym z możliwych zjeździe rodzinnym”. Atmosfera była cudowna: „Otaczała mnie ciepła, promieniejąca światłość. Rozglądając się, ledwie byłem w stanie ogarnąć wzrokiem wszystkie żywe, oszałamiające kolory”.Dalej Don pisze:Nigdy dotąd, nawet w najszczęśliwszych chwilach, nie czułem się tak pełen życia. Stałem bez słowa naprzeciw tłumu ukochanych osób; nawet po dłuższym czasie nadal próbowałem ogarnąć wszystko, czego doświadczałem. Zebrani wciąż na nowo wyrażali radość i podniecenie z powodu spotkania ze mną i tego, że do nich dołączam. Właściwie nie wiem, czy w rzeczywistości wypowiadali słowa, wiedziałem jednak, że czekali na mnie i spodziewali się mnie. Nie byłem świadomy niczego, co pozostawiłem na ziemi, nie czułem żalu z powodu opuszczenia żony i dzieci czy też posiadanych rzeczy. Było tak, jak gdyby Bóg usunął z mojej świadomości wszystkie negatywne odczucia i wszelkie niepokoje. Mogłem tylko radować się głęboko z bycia razem ze wspaniałymi ludźmi, którzy wyszli mi na spotkanie. Wyglądali dokładnie tak jak dawniej, kiedy ich znałem, byli tylko bardziej radośni niż kiedykolwiek na prababcia Hattie Mann była rdzenną Amerykanką. Don poznał ją, gdy była już starszą, przygarbioną kobietą o wysuniętej naprzód głowie i mocno pomarszczonej twarzy. Nie miała też ani jednego zęba, ponieważ rzadko zakładała protezę. Teraz, wyprostowana, stała tu, by go powitać, i promieniała szczęściem. Kiedy się uśmiechała, cała jej twarz się rozjaśniała, a Don widział jej błyszczące zęby – nie miał wątpliwości, że to jej własne. Nie wyglądała już staro, nie była zmęczona życiem. U wszystkich osób zniknęły wszelkie skutki i oznaki doczesnych cierpień. Nawet ci, którzy z ludzkiego punktu widzenia nie byli piękni, teraz wyglądali pisze:Wszyscy zaczęli mnie ściskać i przytulać i w którąkolwiek stronę spojrzałem, wszędzie dostrzegałem jakąś osobę, którą kochałem i która kochała mnie. Czułem się kochany bardziej niż kiedykolwiek dotąd w życiu. Kiedy się we mnie wpatrywali, wiedziałem, co znaczy doskonała miłość, którą opisuje Biblia. Owa miłość emanowała z każdej spośród otaczających mnie osób. I ja wpatrywałem się w nie, i czułem się, jak gdybym chłonął ich miłość do przed nim znajdowało się coś, co opisał jako wejście do nieba. Wydobywał się z niego „blask jaśniejszy niż światło, które nas otaczało, po prostu najbardziej jaśniejący blask, jaki można sobie wyobrazić”. Don twierdzi, że ziemskie słowa nie są w stanie opisać tego, co oglądał, ani uczucia zachwytu, którego jedynie intensywne, promieniejące światło, nic więcej. Tymczasem intensywne światło, które mnie otoczyło, gdy spotkałem się ze swoimi bliskimi i przyjaciółmi, słabło, zamieniając się w ciemność; równocześnie opalizująca światłość przede mną narastała. Było tak, jak gdyby każdy mój krok wzmacniał jarzącą się intensywnie poświatę. Nie mogłem zrozumieć, jak to możliwe, ale właśnie tak się ja nie byłem oślepiony, za to zdumiewałem się, że blask i natężenie światła coraz bardziej rosną. Wydaje się to dziwne, ale mimo że wszystko było jaskrawe i wspaniałe, z każdym moim krokiem owa wspaniałość rosła. I im dalej szedłem, tym jaśniejsze stawało się światło. Otoczyło mnie w końcu i wtedy miałem poczucie, że zostałem zaprowadzony przed oblicze ziemi, gdy wchodzimy do jasnego światła, nasze oczy potrzebują czasu, by się przystosować, ale nieśmiertelna dusza Dona nie miała tego problemu. Widział wszystko bez niebie każdy z naszych zmysłów staje się niewyobrażalnie zwielokrotniony i jest w stanie obserwować to wszystko, co nas otacza. Było to prawdziwe święto dla zmysłów! Postępowałem naprzód i ogarnął mnie nabożny lęk. Nie wiedziałem, co znajduje się przede mną, lecz czułem, że z każdym moim krokiem wszystko będzie coraz wtedy usłyszałem muzykę. Jak piosenka, która nie ma końca. Osłupiałem z podziwu, chciałem tylko słuchać i słuchać. Nie można powiedzieć, że po prostu słyszałem muzykę. Czułem się tak, jak gdybym stał się częścią owej muzyki, grała także w moim ciele, przenikała mnie. Stałem nieruchomo, lecz czułem, że dźwięki jak gdyby mnie tylko ludzie śpiewali i grali. Trzepot anielskich skrzydeł wygrywał zniewalającą, nieustającą pieśń pochwalną. Don nie widział aniołów, ale jest absolutnie przekonany, że to właśnie ich słyszał. Co więcej, była to muzyka zupełnie niepodobna do tej, którą poznał na melodie wypełniały otaczającą mnie atmosferę. Ich nieskończona rozmaitość i niesłabnąca intensywność wprost mnie oszałamiały. Ów koncert ku czci Boga nie miał końca. Najistotniejsze było dla mnie to, że równocześnie śpiewane były setki pieśni i wszystkie wyrażały cześć dla atmosfera pełna chwały, której samym centrum był Bóg. Don pisze:Wszędzie wokół odbywało się wychwalanie Boga i miało ono w całości charakter muzyczny, choć składało się z melodii i dźwięków, których nigdy wcześniej nie słyszałem. Pośród muzyki rozbrzmiewały słowa takie jak: „alleluja!”, „chwała!”, „cześć Bogu!”, „chwalmy Króla!”. Nie wiem, czy śpiewali je aniołowie, czy też ludzie. Czułem się tak zachwycony, do tego stopnia ogarnięty panującym w niebie nastrojem, że się nie rozglądałem. Moje serce przepełniała najgłębsza radość, jakiej kiedykolwiek doświadczałem. Ja nie śpiewałem, a jednak czułem się, jak gdyby moje serce wprost rozbrzmiewało tą samą intensywną energią i radością, jaka mnie że śpiewano jednocześnie tysiące hymnów, wszystko idealnie ze sobą harmonizowało. Każdy dźwięk zlewał się z resztą i ją uzupełniał, ale mimo tej mnogości śpiewanych harmonicznie psalmów Don umiał rozróżnić każdą pieśń. Były wśród nich hymny i psalmy, które Don sam śpiewał przez lata, ale też setki innych, których nie słyszał nigdy wcześniej:Moje uszy przepełniały zarówno klasyczne pieśni kościelne, jak i utwory chóralne o nowoczesnym brzmieniu czy chorały sprzed stuleci. Wywoływały we mnie poczucie głębokiego spokoju, a równocześnie najbardziej intensywnej radości, jaką w życiu dziwnego, że Don wrócił do życia na ziemię, śpiewając wraz z Dickiem: „What a friend we have in Jesus”!OCENA ŚWIADECTWA DONADon był martwy. Jego doświadczenie jest raczej pośmiertne niż z pogranicza śmierci. W chwili wypadku wracał z chrześcijańskiej konferencji. Już wtedy był oddanym chrześcijaninem – baptystą – który nie tylko znał i kochał Jezusa, lecz także wiódł przemienione życie skoncentrowane na momencie śmierci był gotów pójść do nieba. Ośmielam się zasugerować, że to właśnie dlatego u progu śmierci nie doświadczył przeglądu życia w odróżnieniu od większości ludzi z NDE. Nie potrzebował go. Wszystko zostało już załatwione w czasie, który spędził na ziemi. W chwili śmierci był gotów pójść prosto pod bramy nieba. To wszystko, co opisał, miało miejsce przed wejściem. Pomyślcie tylko, jak musi być w środku!Don był gotów trafić pod samą bramę nieba. My również powinniśmy wyznaczyć sobie ten cel – żyć w taki sposób, by tuż po śmierci móc znaleźć się w niebie. Jeśli idziemy za Jezusem, zaczynamy z niecierpliwością wyczekiwać nieba; Biblia mówi nam, że Bóg pragnie wybawić nas od lęku przed Nim oraz przed śmiercią i sądem. Bóg jest miłością, a idealna miłość przepędza wszelki strach. Bóg cię kocha, a jeśli kroczysz z Nim przez życie, On pragnie, byś o tym wiedział. Jeśli naprawdę za Nim idziesz, On chce, byś z radością wyczekiwał życia po świecka apostołka (zob. s. 59), modliła się kiedyś u boku umierającego księdza, który miał za sobą dobre kapłańskie życie. W trakcie modlitwy miała wizję przygotowań, które już się odbywały, by powitać go w niebie. Dla nas też zostanie rozwinięty niebiański czerwony dywan, jeśli w tym życiu pójdziemy za Jezusem; i tak jak Dona Pipera, nas również przywita komitet powitalny złożony z ludzi, którzy towarzyszyli nam na drodze wiary albo którym my my, katolicy, powinniśmy zwrócić szczególną uwagę na to, co Don napisał o śpiewie w niebie. Nie przepadamy za zbiorowym śpiewem. Czasami uparcie się przed nim wzbraniamy. Ale nasze nieśmiertelne dusze zostały stworzone z miłością do śpiewu i z potrzebą śpiewu, zwłaszcza na chwałę Bożą. Duchowy śpiew karmi naszą nieśmiertelną duszę. Tam, gdzie jest płynący z serca żywy śpiew, w Kościele lub grupach modlitewnych, często ludzie wzrastają w wierze i niejednokrotnie dzieją się cuda. Co więcej, nie wejdziemy do nieba, dopóki nie uwolnimy się od wewnętrznego sprzeciwu względem duchowego OD AUTORAKsiążka 90 minut w niebie, którą napisali Don Piper i Cecil Murphey, została pierwotnie wydana przez wydawnictwo Revell z Grand Rapids w stanie Michigan. Choć jest to publikacja związana ze wspólnotą baptystów, polecam wszystkim chrześcijańskim księgarniom, by miały ją na półce. To bardzo poruszająca opowieść. Bez wahania oceniam ją jako jedną z dziesięciu najlepszych książek, jakie kiedykolwiek sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca 13, 43 rzekł : „Młodzieńcze, tobie mówię, wstań!” A zmarły usiadł i zaczął 7, 14–15A wszelkie stworzenie, które jest w niebie i na ziemi, i pod ziemią, i na morzu, i wszystko, co w nich przebywa, usłyszałem, jak mówiło: „Zasiadającemu na tronie i Barankowi błogosławieństwo i cześć, i chwała, i moc,na wieki wieków!”Ap 5, 13Miastu nie trzeba słońca ni księżyca, by mu świeciły, bo chwała Boga je oświetliła,a jego lampą – Baranek. I w jego świetle będą chodziły narody, bo już nie będzie tam 21, 23–25Potem ujrzałem: a oto wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed są w białe szaty, a w ręku ich 7, 9I na oblicza swe padli przed tronem, i pokłon oddali Bogu, mówiąc: „Amen. Błogosławieństwo i chwała, i mądrość, i dziękczynienie, i cześć, i moc, i potęga Bogu naszemu na wieki wieków! Amen”.Ap 7, 11–12CZYŚCIEC ISTNIEJEDon Piper był w pełni gotowy na pójście do nieba już w momencie „śmierci”. Zjawił się u bram nieba bez uprzedniego przeglądu życia i bez konieczności uporania się z jakimikolwiek nieprzyjemnymi doświadczeniami. Prawdziwie kochał Boga i żył dla Niego oraz dla swojej rodziny. Jezus był jego najbliższym przyjacielem. Ale co z tymi, których stosunek do Boga jest w najlepszym razie oziębły, albo z tymi, którzy buntują się przeciw Niemu lub wyrządzili głębokie moralne i duchowe krzywdy wielu ludziom?To, czego doświadczyły niektóre osoby w stanie „śmierci”, można najlepiej zrozumieć w świetle katolickiego pojmowania czyśćca. Chrześcijanie innych wyznań mają problem z czyśćcem, głównie dlatego, że według nich nie jest to pojęcie biblijne. Proszę was więc teraz o odrobinę cierpliwości, ponieważ spróbuję wykazać, że czyściec jest jak najbardziej doktryną biblijną. (Możecie też przejść od razu do następnego rozdziału).Apokalipsa (21, 27) mówi o niebie: „nic nieczystego do niego nie wejdzie”³. Jest jednak całkiem jasne, że wielu ludzi, którzy uważają się za zbawionych, jest równocześnie przywiązanych do jakiegoś grzechu, nawet niejednego. Często wymagają przemiany, niejednokrotnie bardzo trudnej. Jeśli nie dojdzie do niej w tym życiu, może się ona dokonać, zanim wejdą do brzmi: Jak dokonuje się taka przemiana? Niektórzy wierzą, że po prostu zostaniemy „okryci płaszczem sprawiedliwości” (por. Iz 61, 10), ale Jezus mówił: „Nie ma bowiem nic skrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie było poznane i na jaw nie wyszło” (Łk 8, 17).Święty Paweł ostrzegał: „przyjdzie Pan, który rozjaśni to, co w ciemnościach ukryte, i ujawni zamysły serc. Wtedy każdy otrzyma od Boga pochwałę” (1 Kor 4, 5).Mówił również: „tak też jawne się stanie dzieło każdego: odsłoni je dzień ; okaże się bowiem w ogniu, który je wypróbuje, jakie jest. Ten, którego budowla wzniesiona na fundamencie przetrwa, otrzyma zapłatę; ten zaś, którego dzieło spłonie, poniesie szkodę: sam wprawdzie ocaleje, lecz tak jakby przez ogień” (1 Kor 3, 13–15).Słowo „czyściec” – po łacinie purgatorium – pochodzi od czasownika „czyścić” i w języku łacińskim jest tradycyjnie kojarzone z ogniem. W Nowym Testamencie wymienione są dwa rodzaje ognia i ich rozróżnienie jest niezmiernie ważne. O pierwszym z nich czytamy jako niegasnącym ogniu, przypominającym płonące wysypisko śmieci – w ten sposób przedstawiane jest piekło. W Piśmie Świętym opisany jest też jednak inny ogień. Jezus mówi: „Bo każdy ogniem będzie posolony” (Mk 9, 49). To właśnie ten ogień wypróbuje dzieło każdego człowieka; to „ogień złotnika” z Księgi Malachiasza (3, 2). Ten ogień nie niszczy, ale oczyszcza. Jeden reprezentuje zniszczenie, jakim jest piekło, a drugi jest obrazem oczyszczenia, jakim jest czyściec. Ogień służy zobrazowaniu tego, co dzieje się w czyśćcu, ale pamiętajmy, że to tylko wyobrażenie. To nie oznacza, że naprawdę płonie tam ogień. Święty Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian (3, 15) używa sformułowania: „tak jakby przez ogień”.Druga Księga Machabejska (12, 40–45) opisuje Judę, który po odkryciu, że jego polegli żołnierze poważnie zgrzeszyli, nosząc pogańskie symbole, zebrał kolektę i posłał do Jerozolimy, by ofiarowano modlitwę w ich intencji. „Dlatego właśnie sprawił, że złożono ofiarę przebłagalną za zabitych, aby zostali uwolnieni od grzechu” (2 Mch 12, 45).Drugiej Księgi Machabejskiej nie ma w protestanckiej Biblii, ale istnieją mocne argumenty za tym, że powinna się tam znaleźć. Co więcej, księga ta jest znakomitym świadectwem wierzeń tamtej epoki, powszechnych również w czasach Jezusa. Gdyby Jezus odrzucał te przekonania, na pewno wyraźnie by to powiedział. Zamiast tego Chrystus mówi o grzechu, który nie zostanie odpuszczony „ani w tym wieku, ani w przyszłym”: „lecz jeśli powie przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym” (Mt 12, 32).Ze słów tych można wywnioskować, że Jezus miał świadomość, iż ludzie wierzyli w odpuszczenie niektórych grzechów „w przyszłym wieku”. Nie odrzucił tego poglądu, ale przemówił w sposób, który można zinterpretować jako jego aprobatę. Co więcej, w Pierwszym Liście św. Piotra Apostoła (3, 18–19) odkrywamy przesłanie, które jest przynajmniej częściowo podobne do tego zawartego w Drugiej Księdze Machabejskiej: „Chrystus zabity wprawdzie na ciele, ale powołany do życia przez Ducha poszedł ogłosić nawet duchom zamkniętym w więzieniu”.Kim były owe duchy w więzieniu? To ci, którzy byli „niegdyś nieposłuszni” (1 P 3, 20). Piotr otwarcie wymienia tych, którzy w czasach Noego testowali Bożą cierpliwość, ale bez wątpienia chodzi tu o wszystkich „nieposłusznych” w Jezus głosił zbawienie tym duszom w więzieniu? Piotr odpowiada: „Dlatego nawet umarłym głoszono Ewangelię, aby wprawdzie podlegli sądowi w ciele po ludzku, żyli jednak w Duchu – po Bożemu” (1 P 4, 6). Innymi słowy, chociaż byli nieposłuszni Bogu tu, na ziemi, po drugiej stronie otrzymali drugą szansę, by odpowiedzieć Jezusowi i móc wejść do kolejnych rozdziałach zobaczymy, że dr Howard Storm, Angie Fenimore, Gloria Polo, George Rodonaia i kilka innych osób twierdzą, że dokładnie to przydarzyło im się podczas doświadczenia z pogranicza śmierci. Doktor Storm w młodości odrzucił Ewangelię. George Rodonaia nigdy jej nie poznał. Angie Fenimore popełniła samobójstwo. Gloria Polo sponsorowała aborcje. Każde z nich twierdzi, że znalazłszy się poza ciałem, spotkało Jezusa. Każde z nich doświadczyło czyśćca, stawiając czoła prawdzie o własnym życiu. Można powiedzieć, że dr Storm i Gloria Polo o włos uniknęli piekła. Angie Fenimore odwiedziła najgłębsze czeluści każde z tych doświadczeń – choć miały one miejsce w nieodległej przeszłości – odzwierciedla to, co opisuje Biblia, gdy Jezus tuż po swojej śmierci zszedł służyć duszom w też zauważyć, że choć Jezus powiedział do Dobrego Łotra: „Dziś będziesz ze Mną w raju” (Łk 23, 43), tak naprawdę sam znalazł się w niebie dopiero w momencie Wniebowstąpienia. Możliwe, że ów „raj” odnosi się tutaj nie do nieba, ale do wyższych rejonów czyśćca. Pamiętajmy, że tuż po śmierci Jezus poszedł głosić „duchom zamkniętym w więzieniu”, a więc w dniu zgonu odwiedził czyściec, a nie Richard Eby ma za sobą prawdziwe doświadczenie śmierci, które odmieniło jego życie i doprowadziło do porzucenia praktyki lekarskiej – w której odnosił sukcesy – na rzecz podjęcia posługi duszpasterskiej. Twierdzi, że Jezus powiedział mu wtedy: „W raju jest miejsce dla dusz, które przyjęły Mnie jako Zbawcę. Raj jest też moją niebiańską szkołą doskonalenia świętych. Musicie się nauczyć, jak zostać kapłanami i królami w moim królestwie, aby uczyć innych, jak czcić mojego Ojca w duchu i prawdzie”.Te słowa przywodzą na myśl wyższe sfery czyśćca. Obietnica dana Dobremu Łotrowi przez Jezusa, że jeszcze tego samego dnia dołączy do Niego w raju, ma więc sens, chociaż Jezus odszedł do Ojca dopiero w momencie Wniebowstąpienia. Należy jednak zachować ostrożność wobec nauki otrzymanej przez ludzi doświadczających NDE – również wobec stwierdzeń dr. Eby’ego (por. s. 244–245).Warto również wspomnieć historię Łazarza i bogacza. Zazwyczaj przyjmuje się, że bogaty człowiek poszedł do piekła – nazywa on jednak Abrahama ojcem, co świadczy o szacunku okazywanym przez duszę czyśćcową. Dusze w piekle musiałyby mieć jakiś przebiegły cel, by nazywać Abrahama ojcem. Jeszcze bardziej wymowne jest to, że bogaty człowiek chciał ostrzec swoich braci, by odmienili swoje życie. Widać tu spójność z wierzeniem, że dusze w czyśćcu mogą wstawiać się za nami, pozostającymi na ziemi. Dusze w piekle na pewno tego nie robią i nie chcą, byśmy otrzymywali ostrzeżenia co do naszego stylu życia. Historia Łazarza i bogacza jest jednak tylko przypowieścią, która ma dowieść pewnej racji, więc jest ważne, by nie wczytywać się przesadnie w różnych fragmentach Biblii znajdziemy pewne sprzeczności dotyczące zbawienia, które najlepiej można wyjaśnić tym, że oprócz nieba i piekła istnieje również czyściec. Z jednej strony Biblia zawiera wersety, w których wszystko wydaje się całkiem łatwe: „Albowiem każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony” (Rz 10, 13); „A łaskawość Pana na wieki wobec Jego czcicieli, a Jego sprawiedliwość nad synami synów, nad tymi, którzy strzegą Jego przymierza” (Ps 103, 17–18a); „Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody” (Mt 10, 42).Z drugiej strony istnieją fragmenty, które przedstawiają zbawienie jako coś bardzo wymagającego. „Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują!” (Mt 7, 13–14).Te diametralne różnice można wytłumaczyć, jeśli przyjmiemy, że część z nich odnosi się do nieba, a inne mówią o „byciu zbawionym”, czyli o uniknięciu Jezusa również można odczytywać przez pryzmat różnych etapów zbawienia. „To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” (J 6, 40). Nie powiedział: „ten, kto wierzy, pójdzie prosto do nieba”. Wydaje się jednak jasne, że do nadejścia końca czasów nie pozostaniemy uśpieni, wbrew temu, w co wierzą niektórzy ludzie. Mojżesz i Eliasz podczas wydarzenia, które nazywamy przemienieniem Pańskim, pojawili się przy Jezusie, a więc na pewno nie trwali w uśpieniu. Jezus obiecał Dobremu Łotrowi: „Dziś będziesz ze Mną w raju”, więc człowiek ten na pewno nie miał „zasnąć”. Okazuje się więc, że zbawienie będzie podzielone na etapy: pierwszy – gdy umrzemy, i drugi – który nastąpi na końcu to wyjaśniają, powołując się na „zmartwychwstanie ciała”. Ale czym ono jest? W niebie będziemy mieli ciało, ale nie będzie ono materialne. Jezus zmartwychwstał ciałem i duszą, ale to Mu nie przeszkodziło we wchodzeniu do zamkniętych pomieszczeń. „Ciało” Maryi w objawieniach jest oczywiście ciałem duchowym, chociaż my, katolicy, twierdzimy, że Matka Boża cieszy się teraz pełnią nieba – również tym wszystkim, co wiąże się ze „zmartwychwstaniem ciała”.Bardziej logicznym wyjaśnieniem tych zagadnień jest istnienie etapów zbawienia: to, że ktoś otrzyma życie wieczne, nie gwarantuje, że pójdzie do nieba w momencie śmierci. Oznacza jedynie, że uniknie wiecznego potępienia. Możliwe, że niektórzy ludzie pozostaną w czyśćcu aż do końca OD AUTORAW orędziach fatimskich, zatwierdzonych przez Kościół katolicki, jedna z kontrowersji dotyczy tego, co odpowiedziała Najświętsza Maryja Panna, gdy Łucja zapytała Ją o dwie młode kobiety, które zmarły. Maryja odrzekła, że jedna z nich pozostanie w czyśćcu aż do końca czasów. Nie stoi to w sprzeczności ze świadectwem Angie Fenimore (por. s. 141).Byłem umarły, a oto jestem żyjący na wieki wieków i mam klucze śmierci i 1, 18Ten zaś czyni to dla naszego dobra,aby nas uczynić uczestnikami swojej 12, 10„Panowie, co mam czynić, aby się zbawić?”„Uwierz w Pana Jezusa – odpowiedzieli mu – a zbawisz siebie i swój dom”.Dz 16, 30–31Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło trysną zdroje wód na pustyni i strumienie na 35, 5–6
Gdy ktoś umarł, często jego Dusza potrzebuje wsparcia, aby odejść do Czystego Światła. Z różnych powodów, Duszom może to sprawić trudność. Po nagłej śmierci, niektóre Dusze nie zawsze od razu orientują się, że ich wcielenie właśnie się skończyło lub oszukują się, że znajdą rozwiązanie jak wrócić do ciała. Gdy śmierć jest nagła, ludzie nie zdążyli pożegnać bliskich, ani załatwić swoich spraw. Dusze trzymają przy Ziemi także emocje. Gdy mają poczucie winy i myślą, że coś muszą zrobić, aby zasłużyć na Światło. Gdy Dusza obciążona jest negatywnymi przekonaniami na temat życia i śmierci (religie, dogmaty, stereotypy). Jednak to, co Dusze trzyma przy Ziemi najbardziej, to ból i cierpienie bliskich, poprzez które nie pozwalają oni w ten sposób odejść Duszom zmarłych. Zamiast pożegnać i odprowadzić Duszę, uprawiają żałobny lament, załamują się, za bardzo tęsknią. Tacy ludzie pogrążeni w żalu nie umieją poradzić sobie z emocjami, nie rozumieją istoty śmierci ani tego, że posępne żałobne tradycje są obcym zwyczajem, wdrukowanym wieki temu w świadomość zbiorową. Coraz więcej ludzi rozumie, że śmierć jest tylko końcem obecnej kreacji Duszy – etapem rozwoju, tak jak ukończenie kolejnego roku nauki w szkole. Wiedzą, że mogą być w kontakcie i spotkać się kiedy indziej. Jednak dla większości ludzi czas na Ziemi upływa inaczej i mają oni poczucie wieloletniej rozłąki, ponieważ sami czują się oddzieleni od Źródła Wszystkiego Co Jest. Inaczej na temat patrzą osoby świadome istnienia poziomów energetycznych i zjawiska „Tu i Teraz”. Osoby, które pracują z energią, często widzą i czują na poziomie Duszy. Jest dla nich naturalne to, że rozmawiają z Duszami i wspierają, jeśli zajdzie taka potrzeba. Co z Duszą po śmierci?Generalnie, w zdrowym wzorcu pracy z energią kontakt ze zmarłymi (tanatoterapia) ogranicza się do wykonania niezbędnych czynności oczyszczających Duszę z obciążeń na wszystkich poziomach i umożliwiających jej swobodne, komfortowe odejście bez zbytecznych emocji i dramatów. W ten sposób można zadbać o to, aby Dusza poszła bezpośrednio do Źródła Wszystkiego Co Jest (na poziom Zero). Często z powodu wyobrażeń religijnych, duchowych i podpięć, zamiast do Źródła, Dusze trafiają do światów holograficznych na niższych poziomach energetycznych, (np. arkturiański hologram „bramy Nieba”). Zgodnie ze swoimi przekonaniami, doświadczają wizji odpowiadających ich wyobrażeniom o świecie energii, spotykają fałszywych przewodników – hologramy tzw. mistrzów oświeconych, archaniołów czy inne istoty podszywające się pod Czyste Światło lub wizerunek bliskich/ autorytetów, które Dusza zmarłego rozpozna i ucieszy się na ich widok. Istoty, które osoby i Dusze uważają za niezbędnych pośredników pomiędzy sobą a Źródłem Wszystkiego Co Jest, szukają wśród zmarłych źródła, z którego mogliby pozyskiwać energię. Jest to wampiryzm energetyczny. Wszelkie rytuały odprowadzania Duszy oparte na wysyłaniu jej do „nieba” czyli hologramu z 5 poziomu, zamiast na poziom pierwotnej mocy stwórczej = Czystego Światła = Źródła Wszystkiego Co Jest, mogą przynieść więcej szkód niż pożytku. Zwerbowanie takiej Duszy może nawet zagwarantować, że weźmie ona na siebie karmę tych istot i zgodzi się ją przepracować w innym życiu. Pozwolenie na przerzucanie programów na Duszę sygnalizuje, że takie pozwolenie będzie realizowane także na poziomie kolejnych inkarnacji (kreacji) tej Duszy, o ile nie zostanie po prostu skasowane, unieważnione i uzdrowione z poziomu Źródła Wszystkiego Co Jest. Istnieją Dusze, którym się wydaje (przez tego typu hologramy i dogmaty), że Ziemia to piekło lub czyściec, że są złe i niegodne, więc są uwięzione na Ziemi lub w kole reinkarnacji i muszą swoje odcierpieć. Z perspektywy Źródła Wszystkiego Co Jest, takie przekonania są jedynie manipulacją pogłębiającą konflikt oddzielenia od Czystego Światła, której celem jest utrzymanie jak największej ilości Dusz w oddaleniu od swojej autentycznej Istoty Światła, w strachu, lękach, braku pewności i negatywizmie, którym zasilane są fałszywe hologramy życia po śmierci czy istoty rozwoju duchowego. Istotne staje się, aby wykonać pracę na poziomie Duszy, aby mogła ona uwolnić się od tego, co przesłania jej naturalny wzorzec Czystego Światła dotyczący tego, czym jest życie, kreacje ziemskie, śmierć, Plan Duszy, poziomu rozwoju Duszy i istota rozwoju, oraz aby mogła zrozumieć jaką rolę spełnia wszelkie fałszywe obrazowanie tych pojęć. Dlatego zlecając komuś pracę z Duszą, warto zweryfikować z poziomu Zero = Czystego Serca = 100% czystych intencji dla Najwyższego Dobra, czy oczyszczanie Dusz i ich odprowadzanie wykonuje osoba świadoma naturalnych praw i konstrukcji świata energii, wolna od fałszywego pośrednictwa duchowego, dogmatów, podpięć do iluzji wiedzy i mocy z poziomów 4-6. Najważniejsza jest czysta intencja dla Najwyższego Dobra i stabilna wibracja Zero, aby swobodnie poradzić sobie z każdym obciążeniem blokującym Duszy (żyjącej osoby pełne połączenie z kreacją i przekonaniami opartymi na naturalnych wzorcach, a Duszy zmarłej osoby także odejście do Źródła Wszystkiego Co Jest). Najlepiej odprowadzić Duszę od razu. Jednak zdarza się, że Dusze błąkają się między poziomami przez bardzo długi czas, zanim znajdzie się ktoś, kto może im pomóc. Zbłąkane DuszeCzęsto prowadząc sesje z różnymi osobami, można natrafić w ich przestrzeni na podpięte do nich różne zagubione Dusze. Czasem odwiedzając różne przestrzenie, można spotkać zbłąkaną Duszę, której trzeba pomóc (o ile tak wskaże przewodnictwo ze Źródła Wszystkiego Co Jest). Odprowadzam Dusze wtedy, kiedy trzeba. Nie leży to w obszarze moich szczególnych zainteresowań, ale jeśli mogę pomóc za przewodnictwem ze Źródła Wszystkiego Co Jest, robię to chętnie. Każda Dusza jest inna i potrzebuje innego podejścia. To, co je łączy – ogromna wrażliwość, poczucie winy i dezorientacja. Obecność i wsparcie czystej wibracyjnie Istoty Światła działa na Duszę jak balsam. Dusze znacznie szybciej niż ludzie (kreacje) odbierają wibracje, otwierają się i współpracują. Pewnie ta „magia” porozumienia kusi tak wiele osób do pracy z Duszami wiedzieć, że korzystanie z mediumizmu, channelingów i oddawanie pośrednictwa aniołom to także formy oddawania mocy na niższe poziomy energetyczne. Tutaj funkcjonuje również wielu kapłanów i magów. Każdy człowiek, istota i Dusza może łączyć się ze Źródłem Wszystkiego Co Jest bez pośredników. Przy bezpośrednim połączeniu wszelkie istoty podające się za przewodników są zbędne i można sobie je dokładnie obejrzeć z poziomu Zero – ich wibrację, intencje i obciążenia, oraz hologramy, poprzez które próbują oddziaływać na istoty podatne na manipulacje energią. Ciekawy przypadek niekonwencjonalnej sesji z Duszą zmarłej osoby Ostatnio dowiedziałam się o śmierci znajomego. Poczułam, że nie żyje, ale jego Duszy trudno było pogodzić się z tym nagłym wydarzeniem. Bliscy czekają od wielu dni na jego powrót. Jego Dusza zawieszona w przestrzeni błąkała się, nie wiedząc co począć. Zobaczyłam w Internecie ogłoszenie o jego zaginięciu. Ponieważ już wiedziałam, że on nie żyje, prosiłam o przewodnictwo Czystego Światła w sprawie jego Duszy. Okazało się, że mogę mu pomóc. Złożyłam intencję, aby jego ciało zostało wkrótce odnalezione, oraz aby Dusza jego mogła zobaczyć siebie i swoją sytuację oczyma Stwórcy/ Istoty Światła. Po kilku minutach przyjacielskiej rozmowy, jego Dusza gotowa była zaakceptować śmierć. Znajomy za życia był ateistą i nie miał sprecyzowanych poglądów na temat życia po śmierci. Bał się iść, ponieważ widział tylko próżnię i ciemność. Moim zadaniem było ochronić jego Duszę przed negatywnymi hologramami i przeprowadzić do miejsca, w którym odbierze go Świetlana Rodzina. Zanim zgodził się pójść, poświęciłam tyle czasu, ile było potrzeba, aby oczyścić na wszystkich poziomach całe jego pole energetyczne z ciężaru negatywnych przekonań, poczucia winy. Wokół nas zebrały się Istoty Światła, które wspierały proces. Za życia mój znajomy był człowiekiem bardzo liberalnym. Zaskoczyło go jednak mocno, że może kląć i wyrzucać z siebie swobodnie niecenzuralne myśli, a Źródło Wszystkiego Co Jest i Istoty Światła nie bulwersują się tym 🙂 Wyjaśniłam mu, że proces oczyszczania polega na szczerości. Opróżniamy to, co jest, tak jak jest. Bez owijania tego w bawełnę. Negatywne emocje to tylko śmiecie. Potrzebna była mu także sesja krzyku w moim wykonaniu, aby uwolnić cały stłumiony żal, gniew, bezsilność i móc rozerwać inne kajdany emocji, którymi spętana była jego Dusza. Stałam na środku salonu i krzyczałam z nim i dla niego. Pierwszy raz udało mi się zrobić sesję takiego „śpiewu” dla kogoś. Słyszałam dokładnie w przestrzeni dźwięki i pozwalałam, aby przepływały przez moje ciało. Bez względu na to, czy był to krzyk, lament i pisk. Gdy uwolnił się z obciążeń i poczuł się gotowy, poprosił na koniec, abym puściła mu kilka utworów z lat 70, bo wtedy się urodził. Pierwszy raz podczas pracy z energią leciała taka muzyka. Pierwszy raz trafiłam na Duszę, której ostatnim życzeniem było odejść przy dźwiękach rocka…Słuchaliśmy Deep Purple – Child in Time, w wersji koncertowej live in Japan… i nasze Dusze trzymając się „za ręce” mknęły do Centralnego Słońca. Wydawał mi się ciężki jak na Duszę po oczyszczaniu, ale cieszyłam się, że na tyle lekki, aby swobodnie odbyć podróż w wibracji Zero. Wiedziałam, że jest mi bardzo wdzięczny za to, że przyszłam i zaopiekowałam się jego Duszą, zapewniając maksymalny komfort. Dotąd wydawało mu się, że praca z energią to jakaś ezoteryczna papka o aniołach i demonach, z tęczą, szamańskimi bębnami, jednorożcami. Albo z egzorcyzmami, święconą wodą i Jezusem. Cieszę się, że był otwarty na prostotę energii Czystego Światła i na naturalny proces – bez teatrzyku, rytualizmu i innych cyrków. Jedynym elementem rytualnym jest zawsze świeca intencyjna. Pomaga to skupić dotarliśmy do Centralnego Słońca, upewniłam się, że odbiera go właściwa Istota Światła. Gdy oddalili się do Źródła, z głośników rozbrzmiało Led Zeppelin – Stairway to Heaven. Samo się włączyło. Nigdy wcześniej ta piosenka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak wtedy. Widziałam uśmiechniętą, promienną Duszę mojego znajomego i wiedziałam, że to było bardzo wyjątkowe doświadczenie. Jestem mu wdzięczna za przełamanie konwenansów i pełne zaufanie, którym jego Dusza mnie obdarzyła. To bardzo ułatwiło mi przykładzie tej prostej historii można powiedzieć, że odprowadzanie Duszy jest jak przyjacielski gest bezwarunkowej Miłości – tu nie potrzeba teatrzyku, szamanizmu, medytacji i specjalnych przygotowań. Wystarczy czysta świadomość, wiedza i czysta intencja płynąca z Serca. Inne teksty, które mogą Was zainteresować (kliknij w tytuł, aby przejść do treści artykułu)Dusza, relacja z Duszą, współpraca z DusząPoziomy energetyczne – podstawowa wiedza w pracy z energią Rodzaje mocy. Skąd pochodzi moc energetycznaPoziomy rozwoju Duszy Odporność na ataki energetyczneRole bólu i mechanizmy generująceCzym różni się praca energią z poziomu Źródła od new age, ezoteryki i magii? Pomiar wibracji (potencjału energetycznego) 25 wskazówek jak używać mocy Wszystko o świecach intencyjnych Życie pomiędzy częstotliwościami Wewnętrzna bogini. Pierwotna żeńska mocStara Ziemia. Nowa Ziemia. Medycyna wibracyjna Praca Czystym Światłem jako terapia naturalna Prawidłowe obrazowanie Praca zarobkowa z energią i rozdawnictwo energetyczne
To nie są sprawy dla dzieci Helena ma 63 lata, pochodzi z rodziny wielodzietnej. Było ich w domu sześcioro, oprócz niej jeszcze siostra i czterech braci. – Rodzeństwo to jedna z najlepszych rzeczy na świecie – twierdzi kobieta. Właśnie dlatego tak żałuje, że jej syn jest jedynakiem. – Niestety nie mogłam mieć więcej dzieci. Chciałam, ale nie mogłam – przyznaje. Pamięta, jak bardzo bała się, kiedy jej syn nastolatek rozpoczął naukę w szkole na Śląsku, kilkaset kilometrów od domu. – Nie wiedziałam, co się z nim dzieje, wtedy nie wszędzie były telefony. Bałam się, że wpadnie w złe towarzystwo albo nie będzie sobie radził z nauką i zamiast szukać pomocy w domu, wpadnie na jakiś głupi pomysł – opowiada. Tak naprawdę Helena zniosłaby każdy pomysł syna z wyjątkiem jednego: samobójstwa. – Pamiętam, co się stało z moją matką po tym, jak znaleźliśmy Staszka ze sznurem na szyi. Wiedziałam, że ja bym tego nie przeżyła – mówi kobieta. Staszek był starszym bratem Heleny. Kiedy "to" się stało, ona miała 10 lat, on 19. – Nikt o tym ze mną nie rozmawiał. Raz tylko zapytałam drugiego brata, czy Staszek był nieszczęśliwy? Odpowiedział, że to nie są sprawy dla dzieci i żebym z nikim nie rozmawiała o tym, co się stało. Posłuchałam, ale ludzie i tak wiedzieli. Wiedzieli i komentowali, choć u nas w domu tego tematu nie było. W domu Heleny nie rozmawiało się również o tym, co po śmierci Staszka stało się z ich matką. – Zaczęła chorować. Nie wiem na co. Całymi dniami leżała w łóżku, nie wolno jej było przeszkadzać. Mną zajmowała się siostra i bracia – wspomina kobieta. Wśród tych braci był Marian. Najstarszy z rodzeństwa, mądry, poważny, wcześnie zaczął pracować, by pomóc rodzinie. 9 lat temu Helena odebrała telefon od jego żony: "Twój brat nie żyje, przyjedź na pogrzeb. Znalazłam go w garażu". – Nie mieliśmy wielkiego kontaktu – przyznaje kobieta. – Wysyłaliśmy sobie kartki na święta, czasem rozmawialiśmy przez telefon, spotykaliśmy się tylko raz w roku. Najwięcej opowiadał o synach. Cieszył się, że im się powodzi, że założyli rodziny, że mają dzieci. Rzadko wspominał o żonie. Pewnie dlatego, że akurat w małżeństwie mu nie wyszło, wiem, że się kłócili. Ale czy to jest powód, żeby się wieszać? – Helena przyznaje, że najbardziej szkoda jej synów brata. – Trzech dorosłych mężczyzn: przystojnych, porządnych, energicznych. Na pogrzebie ojca szli skuleni, bladzi. Jeden w dwa dni posiwiał. Takich rzeczy nie robi się dzieciom. Dlaczego nie chciał żyć? Dlaczego mi to zrobił? Kazimierz Ździebło, psycholog i psychoterapeuta z Dolnośląskiego Centrum Psychiatrii i Psychoterapii SUPER-ego we Wrocławiu, zwraca uwagę, że samobójstwo nie dotyczy tylko osoby, która je popełniła. Ma wpływ również na rodzinę, sąsiadów, znajomych, kolegów z pracy. – Jest niczym fala uderzeniowa, która rozpryskuje się na boki. Najbardziej dotyczy tych, którzy z daną osobą byli najbliżej, ale tak naprawdę nie omija nikogo, kto miał z nią jakiekolwiek relacje – mówi Kazimierz Ździebło. – W przypadku normalnej śmierci, na przykład z powodu choroby, ludzie mają czas, by się na nią jakoś przygotować, oswoić, pożegnać. W przypadku samobójstwa tej szansy nie ma, a dodatkowo pojawia się mnóstwo pytań, dla których wspólnym mianownikiem jest słowo "dlaczego?". Dlaczego to zrobił? Dlaczego teraz? Dlaczego mnie zostawił? Dlaczego nie chciał żyć? Na te pytania odpowiedzi niestety nie ma. Nawet jeśli samobójca zostawił list, on najczęściej niczego nie wyjaśnia, a ludzie nie lubią żyć w próżni, w braku wiedzy czy niepewności, szczególnie jeśli dotyczy ona kwestii nieodwracalnych. Sprawy pogodzenia się ze stratą nie ułatwia również obwinianie siebie za to, co się stało, ani złość pojawiająca się w stosunku do osoby, która odebrała sobie życie. Ta złość ma związek z pytaniem: "Dlaczego mi to zrobił lub zrobiła? Dlaczego zostawił/zostawiła mnie samą?". Kazimierz Ździebło zwraca również uwagę, że śmierć samobójcza pociąga za sobą żałobę inną niż śmierć "zwyczajna". Zazwyczaj występuje pięć jej etapów: zaprzeczenie, gniew, targowanie, depresja i w końcu akceptacja, czyli pogodzenie ze stratą. – W przypadku śmierci samobójczej te etapy mogą się mieszać, niekoniecznie występują po kolei. Bardzo często zdarza się również tak, że ludzie zatrzymują się gdzieś na początku i nie są w stanie iść dalej, zwłaszcza że do bardzo trudnych emocji związanych z samobójstwem kogoś bliskiego dochodzą jeszcze dodatkowe, takie jak wstyd i poczucie społecznego naznaczenia – tłumaczy Kazimierz Ździebło. – Osoby bliskie mają wrażenie, że całe otoczenie wini ich za to, co się stało. No bo jak to, był jakiś problem, a nikt z rodziny, z tych najbliższych osób, go nie dostrzegł? To dodatkowo utrudnia pogodzenie się z tym, co się stało i powoduje, że ludzie latami nie potrafią wrócić do normalnego funkcjonowania. Cały czas obwiniają siebie za to, co się stało. Śmierć zamiast niedzielnego obiadu Iwona jest księgową. O tym, co będzie robić zawodowo, zdecydowała już jako nastolatka. – Wiedziałam, że w tym zawodzie zawsze znajdę pracę, a najbardziej na świecie zależało mi na tym, żeby zarabiać i mieć własne pieniądze – tłumaczy. Te pieniądze miały ją ustrzec przed losem, jakim żyła jej matka. – Całe życie spędziła w domu, opiekując się mną, bratem i naszym pijanym ojcem – opowiada Iwona, która zaraz po maturze wyprowadziła się do innego miasta. – Chciałam uciec z tego piekiełka, w którym żyłam od urodzenia. Sądziłam, że już nic gorszego nie może mnie spotkać. Jednak 5 lat temu Iwona zupełnie niespodziewanie z piekiełka wpadła do piekła. – Miałam dobrą pracę, poszłam na terapię dla DDA i powoli zaczynałam sobie radzić z demonami przeszłości. Poza tym zmarł mój ojciec. Oczywiście było mi smutno, ale czułam też ulgę, zwłaszcza kiedy myślałam o mamie, na którą ojciec nieraz podniósł rękę. Sądziłam, że teraz będzie jej się łatwiej żyło – tłumaczy Iwona. Tamtej kwietniowej niedzieli wyszła z domu przed południem. Już z samochodu zadzwoniła do mamy. Nie odebrała, ale Iwona pomyślała, że pewnie jest zbyt zajęta robieniem obiadu. Pierwszy niepokój poczuła, gdy okazało się, że drzwi do mieszkania są zamknięte, a na dzwonek nie ma żadnej reakcji. Otworzyła własnym kluczem. – Najpierw pomyślałam, że śpi. Właściwie od początku coś mi nie pasowało, może przez tę ciszę, bo mama zawsze słuchała radia, ale naprawdę bardzo chciałam, żeby spała – Iwona mówi, że choć minęło już 5 lat, do dziś nie może uwierzyć, że matka zdecydowała się połknąć garść środków nasennych i uspakajających. – Nie wiem, dlaczego to zrobiła. Tysiąc razy zadawałam sobie pytanie, gdzie popełniłam błąd? Jestem pewna, że mogłam jej pomóc, mogłam ją uratować. Dlaczego niczego nie zauważyłam? Przecież samobójstwa nie popełnia się z dnia na dzień, takie coś się planuje. Jak długo ona je planowała? Ile razy wysyłała mi jakieś sygnały? Byłam najbliższą jej osobą, a niczego nie zauważyłam. Niczego! Jak to możliwe? Iwona przyznaje, że często myśli o sobie jako o córce, która zawiodła. Jest pewna, że inni – brat, bratowa, dalsza rodzina, sąsiedzi – także tak sądzą. – Dlatego, jeśli nie muszę, nie opowiadam, co tak naprawdę się stało. W pracy powiedziałam, że moja mama zmarła, ale nie wyjaśniłam, w jaki sposób. Dzięki temu przynajmniej w biurze nie czuję na sobie tych oskarżycielskich spojrzeń i uwag o córce, która nawet własnej matce nie potrafiła pomóc. Czasy sukcesu nie lubią smutku Co może zrobić osoba, której ktoś bliski popełnił samobójstwo? Jak sobie pomóc? – Najważniejsze to nie izolować się – przekonuje Kazimierz Ździebło i doradza, by nie bać się szukać pomocy u specjalisty: psychologa lub terapeuty. Na pewno warto iść do ośrodka pomocy kryzysowej, a w większych miastach rozejrzeć się za grupami wsparcia. Czasem ulgę i pogodzenie z tym, co się stało, daje już kilka czy kilkanaście spotkań z grupą lub specjalistą. – Ale też warto dać sobie czas – uważa Ździebło. – Dzisiejszy świat przyspiesza i w naszej świadomości przyspiesza także kwestia przeżywania, również żałoby. Chcemy ją mieć za sobą szybko, bezboleśnie i sprawnie pójść dalej. Jeśli to się nie udaje, jesteśmy zaniepokojeni, ale niepokoimy również otoczenie: "Dlaczego on taki smutny, przecież to już trzy miesiące?". Czasy sukcesu nie lubią smutku. A żałoba potrzebuje czasu. Nasza kultura nieprzypadkowo wykształciła okres dwunastu miesięcy jako czasu niezbędnego, aby mentalnie się pożegnać. A teraz? W teraźniejszości, w której żyjemy, najlepiej, aby wszystko odbywało się szybko, sprawnie, bezboleśnie, bez wysiłku. Tak się jednak nie da. Dlatego specjaliści przekonują, by dać sobie prawo do tego, by smutek związany z żałobą po prostu trwał. – Tak samo trzeba pozwolić sobie odreagować złość na osobę, która dokonała samobójstwa – dodaje Kazimierz Ździebło. – Niektórym pomoże pewnie krzyk, nawet w obecności innych ludzi, ktoś inny będzie wolał popłakać, opowiedzieć o swoich emocjach, albo wręcz przeciwnie, konsekwentnie będzie tego tematu unikał. To są kwestie indywidualne, które trzeba uszanować. Na pewno warto być z osobą, która straciła kogoś w wyniku śmierci samobójczej. Nie po to, by udzielać jej rad, ale by po prostu czuła naszą obecność i wsparcie.
Czy człowiek który popełnił samobójstwo może iść do nieba?? Autor Wiadomość Czy człowiek który popełnił samobójstwo może iść do nieba?? Słyszałam że dawniej ludzie którzy popełnili samobójstwo byli potępiani i pochowywani w najgorszych miejscach na cmentarzu teraz z tego co wiem się to trochę zmieniło. Czy taki człowiek może iść do nieba?? Wt mar 17, 2009 16:29 Anonim (konto usunięte) Myślę, że może ale w jakich przypadkach to już pytanie do Boga. Nie ma prostej odpowiedzi, że każdy idzie lub nikt nie idzie. Wt mar 17, 2009 16:33 kanap Dołączył(a): Śr sie 27, 2008 16:47Posty: 291 Odpowiedz brzmi , może - polecam książkę Wilhelma Huenermanna Święty i diabeł jest o świętym proboszczu z Ars ale jest wzmianka o kobiecie ,która po samobójczej śmierci męża była w rozpaczy i przypadkiem słysząc o proboszczu Janie Mari Vianney postanawia udać się do Ars po przybyciu ma wiele problemów aby dostać się do proboszcza tłum wiernych z całej Francji odwiedzają to miejsce ale kiedy się jej to udaje bez słowa wyjaśnień zaraz po spojrzeniu na ta kobietę (nie znając jej ) Vianney mówi nie martw się twój mąż został zbawiony (i tutaj wyjaśnia powody zbawienia , więcej [jakieś dwa zdania , które wyleciały mi z głowy a nie chce mi się ich szukać] w książce). _________________ In hoc signo vinces Wt mar 17, 2009 16:37 Anonim (konto usunięte) 20 Cze 2008 napisał(a):może iść do nieba. bo to zależy od okoliczności - tak myślę. Jesli zabijesz 100 osób i sam popełnisz samobójstwo to raczej nie pójdziesz do nieba. Jeżeli pod przymusem ktoś każe Ci zabic człowieka i ty zamiast w niego wycelujesz w siebie - to raczej pójdziesz. prawdziwą odpowiedz zna pewnie tylko Bóg. My możemy tylko spekulować i robic założenia. Wt mar 17, 2009 18:26 szumi Moderator Dołączył(a): Pt sty 04, 2008 22:22Posty: 5619 Tak na ten temat mówi Kościół Katolicki: Katechizm Kościoła Katolickiego napisał(a): 2280 Każdy jest odpowiedzialny przed Bogiem za swoje życie, które od Niego otrzymał. Bóg pozostaje najwyższym Panem życia. Jesteśmy obowiązani przyjąć je z wdzięcznością i chronić je ze względu na Jego cześć i dla zbawienia naszych dusz. Jesteśmy zarządcami, a nie właścicielami życia, które Bóg nam powierzył. Nie rozporządzamy Samobójstwo zaprzecza naturalnemu dążeniu istoty ludzkiej do zachowania i przedłużenia swojego życia. Pozostaje ono w głębokiej sprzeczności z należytą miłością siebie. Jest także zniewagą miłości bliźniego, ponieważ w sposób nieuzasadniony zrywa więzy solidarności ze społecznością rodzinną, narodową i ludzką, wobec których mamy zobowiązania. Samobójstwo sprzeciwia się miłości Boga Samobójstwo popełnione z zamiarem dania "przykładu", zwłaszcza ludziom młodym, nabiera dodatkowo ciężaru zgorszenia. Dobrowolne współdziałanie w samobójstwie jest sprzeczne z prawem moralnym. Ciężkie zaburzenia psychiczne, strach lub poważna obawa przed próbą, cierpieniem lub torturami mogą zmniejszyć odpowiedzialność Nie powinno się tracić nadziei dotyczącej wiecznego zbawienia osób, które odebrały sobie życie. Bóg, w sobie wiadomy sposób, może dać im możliwość zbawiennego żalu. Kościół modli się za ludzi, którzy odebrali sobie życie. _________________Η αληθεια ελευθερωσει υμας... Veritas liberabit vos... Prawda was wyzwoli... (J 8, 32b) Wt mar 17, 2009 18:33 Owieczka_in_black Dołączył(a): Śr maja 02, 2007 9:41Posty: 1728 Na pewno wg mnie w gorszej sytuacji są ci, którzy go /samobójce/ do tego doprowadzili, czynnie czy biernie. _________________Za snem tęskniąc pisarz przytula butelkę, Tak, jakby spirytus mógł mu dodać ducha. Słowa - kiedyś wielkie - stały się niewielkie; Choćby wykrzyczanych - mało kto dziś słucha. /Jacek Kaczmarski/ Wt mar 17, 2009 22:21 Lot Orła Dołączył(a): So lut 28, 2009 15:22Posty: 345 To się ciekawie ma do ludzi którzy popełniali samobójstwa na wojnie (szpiedzy, dywersanci itp.) jak w sprawie protestu przeciw czemuś, np. Ryszard Siwiec wobec interwencji wojsk UW w Czechosłowacji. Jak to z nimi jest? Zakładamy że byli katolikami wszyscy. _________________leć wysoko! prosto pod sztandar WOLNOśCI!Nigdy nie ufaj maszynom... i kobietom. Śr mar 18, 2009 11:02 ThinAir Dołączył(a): Pt sty 09, 2009 13:41Posty: 125 O człowieku, który w czasie jakiejś walki, żeby nie dostać się do niewoli, odbiera sobie życie nie nazwałbym samobójcą. Robi to żeby na późniejszych torturach np. nie sypnąć innych. Pan Siwiec podobnie, bardziej jest on ofiarą systemu. _________________ Śr mar 18, 2009 11:31 Lot Orła Dołączył(a): So lut 28, 2009 15:22Posty: 345 No tak, Ty tak uważasz. Ale bez względu na to co o tym sądzisz, jest to czyn samobójczy. Więc jak to z nimi jest? _________________leć wysoko! prosto pod sztandar WOLNOśCI!Nigdy nie ufaj maszynom... i kobietom. Śr mar 18, 2009 14:30 ThinAir Dołączył(a): Pt sty 09, 2009 13:41Posty: 125 Przecież nikt mu w akcie zgonu nie wpisze "samobójca". Bóg sam zna serce człowieka i wie czy taki gest był pogardą dla Jego daru, odrzuceniem bożej pomocy, czy wynikiem bezsilności, lub też bohaterstwem. _________________ Śr mar 18, 2009 14:37 Lot Orła Dołączył(a): So lut 28, 2009 15:22Posty: 345 No tak Bóg wie, z tym się zgadzam, ale ja pytam co KK na to. Bo to w końcu on ustala co jest teraz grzechem śmiertelnym a co nie. Przecież dopiero w tym wieku KK obniżył stopień samobójstwa. To KK pisze prawa, encykliki itp. Więc pytam co Kościół na to? Tak z ciekawości, może masz rację, ale skąd wiesz że nie ma wpisane "samobójca", i jak nie ma to co wg. Ciebie ma? _________________leć wysoko! prosto pod sztandar WOLNOśCI!Nigdy nie ufaj maszynom... i kobietom. Śr mar 18, 2009 14:52 Lot Orła Dołączył(a): So lut 28, 2009 15:22Posty: 345 Eh... brak opcji edit. W tamtym wieku _________________leć wysoko! prosto pod sztandar WOLNOśCI!Nigdy nie ufaj maszynom... i kobietom. Śr mar 18, 2009 14:53 ThinAir Dołączył(a): Pt sty 09, 2009 13:41Posty: 125 co KK na to - masz kilka postów wyżej w poście szumiego _________________ Śr mar 18, 2009 14:55 Lot Orła Dołączył(a): So lut 28, 2009 15:22Posty: 345 ok to wyjaśnia np. żołnierzy, ze strachu przed torturami. Ale tam nie ma nic o bohaterstwie w imię wyższych idei. Tak więc teoretycznie Kościół powinien krzywo patrzeć na to co zrobił, patrząc na te "kilka postów wyżej". _________________leć wysoko! prosto pod sztandar WOLNOśCI!Nigdy nie ufaj maszynom... i kobietom. Śr mar 18, 2009 15:01 ThinAir Dołączył(a): Pt sty 09, 2009 13:41Posty: 125 Kościół nie patrzy krzywo Katechizm Kościoła Katolickiego napisał(a): Kościół modli się za ludzi, którzy odebrali sobie życie. Oczekujesz jakiegoś werdyktu, a takiego nie będzie. Bóg jest panem życia i śmierci i do niego należy osąd. On do końca jest przy samobójcy i trudno powiedzieć co się w tych chwilach dzieje. Dlatego nie wolno mi powiedzieć że na 100% potępiony. _________________ Śr mar 18, 2009 15:07 Wyświetl posty nie starsze niż: Sortuj wg
czy samobójcy mogą iść do nieba